Mam nadzieję, że mieliście udane święta ;)
A teraz życzę Wam udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku, pełnego szczęścia, radości i miłości =D
Notki postaram się dodawać raz w miesiącu ;) Mam nadzieję, że nie będzie to postanowienie noworoczne, o którym się w marcu nie pamięta ;) Tutaj koniec rozdziału pierwszego:
Don wsiadał do białej limuzyny z lękiem. Starał się tego nie okazywać, ale zdradzało go drżenie rąk. Prezydent Ziemskiej Koalicji skinął głową na powitanie i wskazał miejsce naprzeciwko siebie.
— Proszę zostawić nas samych — zwrócił się do ochroniarzy.
Był to z jego strony wyraz niezwykłego zaufania albo... Zapowiedź problemów.
— Tym co teraz pan usłyszy, panie Wei, może się pan podzielić wyłącznie z jedną osobą. To w tej chwili jeden z najtajniejszych projektów Ziemskiej Koalicji.
— Rozumiem, panie prezydencie — odezwał się Wei.
— Jak pan zapewne wie, naruszenie równowagi we wszechświecie mocno odbiłoby się na naszej planecie i polityce. Nie możemy do tego dopuścić. A za bezpieczeństwo galaktyk odpowiada potężna istota zwana avatarem. Gdy został nim obywatel Ziemskiej Koalicji, wszystko układało się bardzo pomyślnie — tłumaczył prezydent. — Niestety Jordan zniknął...
— Co?! — przerwał Wei.
—... a jego obowiązki przejął Satis, poprzedni avatar — kontynuował mężczyzna. — W związku z zaistniałą sytuacją konieczne jest jak najszybsze wybranie nowego avatara. Organizowany jest kolejny wyścig, w którym udział wezmą, z powodu ograniczonego czasu, jedynie finaliści poprzedniego. Więcej informacji udzieli Satis. Czy rozumie pan, panie Wei, czego oczekuję? Mam nadzieję, że córka ponownie wygra wyścig.
— Tak jest — Don stanął na baczność. — Kiedy mamy być gotowi?
— Za dwa dni, wieczorem przybędzie statek aby zabrać całą drużynę na Oban. Musi się pan pospieszyć.
— Niestety jest problem...
— Oczywiście państwo pokryje koszty związane z wynajęciem załogi i zdobyciem odpowiedniej maszyny — odezwał się uspokajająco prezydent.
— Eva zaginęła dziś rano. Nie wiem gdzie się znajduje i czy nic jej nie jest.
— Aikka... — Eva podeszła do Księcia. — Wyjaśnij mi, co tu się w ogóle dzieje.
Nourasjanin spojrzał na nią zrezygnowany.
— Ciszej. Dark nadal może być w pobliżu.
— A więc słucham.
Dziewczyna usiadła naprzeciwko Księcia, oczekując wyjaśnień. Aikka milczał przez chwilę, ale widząc upór przyjaciółki, usiadł obok i rozpoczął opowieść.
— Jordan, gdy został avatarem, pomógł wielu ludom. Nourasjanom pomógł się uwolnić od wpływów Crogów. Ale niestety wkrótce okazało się, że jednak byli i tacy, którym podobało się życie w niewoli. Potajemnie uczyli wrogów naszej magii, pozbawiając nas możliwości obrony. Kiedy avatar zniknął...
— Jak to zniknął?! — krzyknęła dziewczyna.
— Nie wiedziałaś? Jordan nie wrócił z krótkiej wycieczki na pobliską planetę... Satis podejrzewa, że Canaletto nie został całkowicie zniszczony. Musiał mieć różnych „uczniów”, którzy wykorzystując resztki mocy swego pana, wysłali avatara... gdzieś. A wracając do tematu... Kiedy Jordan zniknął, Crogowie powrócili na naszą planetę. Dzięki zdrajcom ja i Amaris jesteśmy tutaj, a więźniowie wokół śpią.
— Ten Satis? — zdziwiła się Eva. — Przecież on... Umarł. — W jej sercu błysnął promyk nadziei. — Czy avatar jednak może...
— Przywrócić kogoś do życia? Niestety nie... On był avatarem. Nie umarł jak człowiek czy Nourasjanin. Ale teraz jest słaby... — wytłumaczył Aikka cierpliwie. — Jego obowiązkiem jest zorganizować nowy wyścig.
Dziewczyna miała mnóstwo pytań, ale Książę wstał i podszedł do Nourasjanki. Dotknął jej czoła. Po krótkim błysku fioletowego światła, Amaris obudziła się. Rozmawiali przez chwilę szeptem. Eva obserwowała ich poczynania w milczeniu. Wspólnymi siłami wywołali kolejny błysk, po którym więźniowie zaczęli się budzić.
— Zaklęcie neutralizujące — uśmiechnął się Aikka, podchodząc do skołowanej Evy. — Crogowie nie pomyśleli, że ja nadal mogę używać magii — roześmiał się.
Przez tę krótką chwilę wyglądał jak dawny Książę, którego poznała podczas wyścigu. Uśmiechnęła się do niego.
— Czas pomyśleć o ucieczce — zwrócił się do reszty, po czym dodał ciszej — Amaris jest w stanie używać magii razem ze mną, więc możemy usunąć pola siłowe i wysadzić część muru — następnie kontynuował — Potem nie będzie czasu na pytania, więc słuchajcie uważnie...
Eva cicho weszła do ciemnego domu.
— Tato? — szepnęła.
Don wyszedł z kuchni z kubkiem kawy w dłoni.
— Eva?
Rozległ się brzęk tłuczonej porcelany. Don przytulił stojącą w wejściu dziewczynę.
— Córeczko... Nic ci nie jest?! Co się stało?
Eva pociągnęła go w stronę kuchni.
— Wiesz... To długa historia. Ale najpierw bym coś zjadła — mrugnęła do uradowanego ojca.